Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecanka. Pokaż wszystkie posty

27 lis 2013

Deszczowe Piosenki

Choć teraz raczej należy nastawiać się na opady śniegu, na Waszych sesjach będzie taka pogoda jaką zechcecie. Dlatego dzisiaj garstka polecanek pod sceny rozgrywające się w deszczu. Zanim przejdziemy do polecanej muzyki zachęcam do zapoznania się z pracami Goro Fujity (po lewej). W jego pracach dominują roboty, koty, a czasem również deszcz.


Współczesne lub futurystyczne miasto. Zdecydowanie niegościnne, pełne zagrożeń, twarzy ukrytych w cieniu kapturów lub parasoli. Kłębki pary unoszące się z kanalizacji i wylotów rur, samochody ochlapujące chodniki.


To jeden z najpopularniejszych niezależnych muzyków, król serwisu Jamendo. Miły, ciepły letni deszcz. Nie ponury, tylko wywołujący uśmiechy, może jakieś biegające dzieci skaczące po kałużach, jakaś para wspólnie przemykająca z pod jednego dachu pod drugi.


To mój typ na przygodę, która w całości toczyła się w sążnistym deszczu. Konkretnie - na finał tej przygody, gdy wreszcie, po wszystkich wydarzeniach ulewa ustaje, ciemne chmury się rozstępują i pojawia się słońce (ja przyciąłem utworek około 1:40).

Soulsavers - Kingdoms Of Rain

A tu zamilknę. Jestem ciekaw jaki klimat Wam się nasuwa przy słuchaniu tego utworu.

Michael McCann - Watchtower

Mój ulubiony kawałek do pełnego neonów cyberpunkowego miasta. Tłumy ludzi, masa pojazdów, feeria kolorowych świateł reklam, dodatkowo załamujących się w kroplach wszechobecnego deszczu, niekończące się ulice, wieżowce wbijające się w gęstą pokrywę chmur z których nieustannie woda leje się na ciasny tłum.


Tyle. A po jakie utwory Wy sięgacie, gdy w jakiejś scenie dominuje deszcz?


22 kwi 2011

Gaeta's Lament

Notka z jajem była 1 kwietnia, więc dziś coś na serio. W BSG są całe tony doskonałej muzyki i pewnie nie raz będę jej poświęcał notki, stąd nowy tag.


Bear McCreary - Gaeta's Lament


Ta balladka z czwartego sezonu może się świetnie przydać w każdym systemie.. Trik koncentruje się na bardzo powolnym przejściu. Zaczyna się bardzo estetycznie, by powolutku, powolutku przejść w bardzo złowieszcze brzmienia.

Początkowo myślałem, że to idealny kawałek do jakiegoś fantasy. Drużynka siedzi sobie wieczorem, bard śpiewa na swojej warcie a jakieś podłe ludzie się skradają z najczarniejszymi intencjami w dłoniach... A potem wymierzyłem sobie siarczystą lepę.

Po pierwsze, kto gra bardem? Po drugie, nuda. Gracze mają słuchać jak MG opisuje jak ktoś ich nachodzi z nienacka? Durnota. Po trzecie, jednym z moich celów na tym blogu jest pokazywanie, że muzyka służy nie tylko MG ale i graczom. Dlatego zapomnijcie (częściowo) o powyższym. Albo chociaż odwróćcie role. Kiedy w fantasy to wasi gracze gdzieś się chcą zakraść i coś może pójść nie tak, lub wręcz na bank pójdzie nie tak, to w czasie ich działań puśćcie ten kawałek (jest stosunkowo długi). Jakiś bard piętro niżej lub w karczmie na przeciwko byłby fajnym, dodatkowym spleceniem opisu z muzyką.
Oczywiście Battlestar Galactica to najlepszy przykład na to, że ten kawałek może znaleźć się w analogicznej sytuacji w SF czy jakimkolwiek systemie. W końcu wokal nie musi być traktowany tak dosłownie. Clou dla mnie w tym wypadku jest po prostu wstępna estetyka, piękno, które później ustępuje rosnącemu napięciu i zagrożeniu. Może to być wstęp do walki lub do głośnego "uff". Może tez być świetnym cliffhangerem, momentem przerwania sesji w iście serialowym stylu.

Na koniec link do bloga samego Beara, który świetnie pisze o tym jak powstawała muzyka do serialu. W tym oczywiście jedną notkę poświęcił tej balladzie.

1 kwi 2011

Polecanki na serio - reszta to żart

Nie, żebym z reguły był super poważny, ale data zobowiązuje, żeby dziś być jak najmniej poważnym. Dlatego serwuję dziś trzy polecajki, a Wam zostawię decyzję czy potraktujecie je na serio, czy nie.

King Joe - Kung Fu


Cyberpunkowa przygoda miejska. Gracze uganiają się z świadkiem koronnym za którym Yakuza i gang czarnoskórych wysłali hordy swoich cyngli. Na pewnym etapie przygody trzeba się przyczaić przed kolejnym ruchem, bo policja musi namierzyć kreta, który zdradza położenie nieszczęsnego księgowego (w rzeczywistości to jednej postaci ktoś podrzucił pluskwę). Po chwili pełnej napięcia ciszy postać na czatach (a później i reszta) zostają zaatakowani przez drobnych ubranych na czarno azjatów z noktowizorkami na oczach. Sesja w lekkim klimacie jeżdżenia po rasistowskich stereotypach, więc i muzyką można się pobawić.


John Carpenter - Everyone's Coming to New York


Będę szczery - nie użyłem jeszcze, ale jak tylko będę planował sesję postapo (choć i to nie konieczne) w oparach absurdu, to wydaje się kuszącym podkładem w prologu.


Yoshida Brothers - Rising


Przygoda akcji w L5K, miało być filmowo na całego, więc poszedłem na całego. Muzyka towarzyszyła opisom kolejnych postaci graczy - pionowo obok nich pojawiało się Kanji z imieniem postaci a pod nimi poziomo nazwisko gracza. A po tym powiedziałem:

Jak za cięciem katany obraz rozpada się na dwoje by ukazać planszę tytułową - "The Black Daisho".

...Następnie słyszymy głos Tomasza Knapika mówiący "Stracony honor"

Było przezabawnie.

4 mar 2011

Graj Trikiem – Director’s Cut


Moje wypociny nie w całości trafiły do Graj Trikiem. Dziś publikuję cztery, nieco wyrwane z kontekstu fragmenty. Uwaga – nie redagowane, w sumie to nawet nie przejrzane czujniejszym okiem, ale jestem chory i nie mam na to siły. Miłego czytactwa i słuchactwa.



Michael Kamen – Final Showdown


Jeśli jednak chcecie większego tempa i innego nastroju to może utwór „Final Showdown” z ścieżki z pierwszej części „X-Men” będzie idealny. Użyłem go w dość analogicznej scenie. Utwór od pierwszych sekund jest bardzo dramatyczny – dlatego zacząłem od człowieka wybiegającego z korporacyjnego budynku, który ciągle oglądał się za siebie. Jak to filmowe ofiary – zamiast trzymać się zaludnionych ulic futurystycznego miasta, ten szybkim krokiem zaczął kluczyć po drobnych uliczkach ściskając mocno teczkę z dokumentami. Kolejne zaułki, on ogląda się za siebie, u wylotu ulicy pojawia się czyjaś sylwetka… znacie ten klimat… Wreszcie trafia na ślepy zaułek, napastnicy mają go w garści, zbliżają się, na bruk upada teczka. Muzyka się uspokaja, ja opisuję ten sam zaułek, raz jeszcze, ale teraz oświetlany migającymi na czerwono i niebiesko kogutami policyjnymi. Postacie graczy są już na miejscu, zaczynamy dzisiejszą sesję…


Edvard Grieg – Holberg Suite for Strings


Chciałem szczególnie dobrze przedstawić halę produkcyjną, w której później miała się zakończyć pewna przygoda. To było SF, z masą elektroniki, więc postanowiłem stworzyć kontrast dla tej sceny. Sięgnąłem po klasykę - na pewno znacie utwór Griega „Holberg Suite for Strings”, chociaż pewnie tak jak ja, za cholerę nie skojarzylibyście go z samego tytułu… Śliczne smyczki, pracujące harmonijnie układające złożoną melodyjkę. Jak znalazł do opisu mechanicznych ramion precyzyjnie przenoszących ciężkie metalowe formy z jednej taśmy nad drugą. Kiedy muzyka lekko się zmieniała przechodziłem na kolejne elementy – ciężką prasę wycinającą odpowiednie kształty, kadź z pomarańczowym, płynnym metalem i tak dalej… taniec maszyn. Kiedy później rozpętała się jatka, gracze nie tylko czuli klimat tego miejsca, ale sami próbowali w walce wykorzystać ruchome i niebezpieczne otoczenie przeciw wrogom.


Don Davis – Power Plant


O ile nie jestem fanem kopiowania scen z filmów „wprost” – czyli opisywania do muzyki tego, co było w filmie, to polecam inspirację na wszelkie sposoby. Chcecie pokazać coś niesamowitego i przerażającego? Pamiętacie drugiego Obcego, kiedy w trakcie dynamicznej ucieczki Ripley nagle zamiera w bezruchu? Powolutku się rozgląda, widzi dziesiątki jaj obcych, słychać ciężkie dyszenie i widzimy ją… Królową obcych w pełnej okazałości. OK. Chcemy czegoś podobnego. Nagłe spowolnienie i pełne napięcia ukazanie czegoś przerażającego lub niesamowitego. Użyjmy muzyki, które ilustruje scenę w tym klimacie, ale nie taką samą. Motyw z pierwszego Matrixa – „Power Plant” towarzyszy scenie, kiedy Neo budzi się w komorze z różowym płynem i widzi kolosalne kolumny, gdzie tysiące ludzi są „uprawiani”. Z tą muzyką i odpowiednim opisem można przyprawić graczy o dreszcze.


Michiru Ooshima – Yuukoku


Trevor Rabin – The Last Car


Pamiętajcie też, że możecie przygotować muzykę nie tylko dla siebie, ale również dla graczy. Jeden z graczy jest wojskowym i jest spora szansa, że w czasie sesji będzie miał okazję wygłosić motywującą przemowę? Miej pod ręką utwór z Full Metal Alchemist „Yuukoku” – werble wojskowe z podniosłymi brzmieniami orkiestry. To oczywiście tylko przykład zarówno sceny jak i muzyki. Kiedyś miałem przygotowaną scenę ucieczki graczy przed policją (sesja w przyszłości). Stwierdziłem, że może będą się chcieli ukryć gdzieś w trakcie i przyszedł mi do głowy pomysł. Wróćmy do ścieżki z 60 sekund. Gracze kryją się w magazynie. Puszczam utwór – „The Last Car”. Około półtorej minuty trzymającej w napięciu, kiedy liczą, że pościg ich minie, kiedy opisuję gdzie ukrywają się w opuszczonym budynku. Muzyka się zmienia, ktoś otwiera drzwi, zaciąga się cygarem trochę popiołu opada na ziemię, muzyka cichnie na chwilę. Pada jedno słowo – „Przeszukać”. Muzyka ponownie eksploduje z rytmicznymi uderzeniami – w sam raz dla wkraczających policjantów, dudniących buciorami po karcianej podłodze…

6 lut 2011

Niedzielna polecanka #22; Konkurs Barbary Karlik

Niedzielna polecanka #22

W moim życiu było niewiele Poważnych sesji. Jest to zapewne powiązane ze mną, jest zapewne z moimi graczami – jedynie jedna na kilkanaście sesji, w których uczestniczę, nie ocieka offtopem, przedrzeźnianiem się, wyśmiewaniem i dziwacznymi aluzjami. Fakt, że właśnie sesje "poważne" najmilej wspominam, nie staram się jednak do nich dążyć ze wszystkich sił. Zbyt często one nie wychodziły, bym zakładał, że wynikają one z czegoś innego, jak tylko przypadku i akurat stosownego nastroju graczy.

Stąd też raczej rzadko mam potrzebę umiejscowić w grze jakieś elementy z góry humorystyczne. Co, po dłuższym zastanowieniu, być może jest wadą. W końcu czyż nie byłaby radosną chwila, gdy gracze wkraczają do karczmy i zostają przywitani jednym z tych oto utworów:



Toteż ujrzeć na rynku taki to, ekhem, spektakl – niewiele trudu wymaga wyobrazić sobie w miejscu papierowych postaci faktycznych aktorów:


Powyższe przecież równie dobrze wpisać można w Zapomniane Krainy, Stary Świat jak i Śródziemie. Klasyczne światy fantasy są przecież nie tylko zbitką przemocy i nawalanki, a ludzie na jarmarki i do gospód chodzą nie przez przypadek.

Z pewnością jednak spróbuję w ramach Evernighta umiejscowić kiczowatego Wielkiego Złego, który przed kluczową walką zorganizuje prawdziwą scenę taneczną – podczas której zaśpiewa sobie tak:

(Utwór poznany na blogu Cravena – dzięki!)

Oczywiście w czasie tym gracze będą mieli czas na strategiczne ustawienie się w komnacie i przygotowanie do walki.

Czy to przejdzie? W Evernight? Na pewno.

Konkurs Barbary Karlik

O twórczości Basi miałem już przyjemność pisać, nie byłbym zaś Samozwańczym Wielkim Fanem, gdybym nie przekazał ciekawej nowiny. Harfiarka zorganizowała konkurs na tekst utworu. Termin mija wraz z lutym, zaś wymagania ograniczają się do tematyki (inspiracja książkowa, najlepiej fantasy / SF). Sam nie mam pomysłu i talentu ku temu, jednak być może Wy będziecie mieli przyjemność wygrać usłyszenie Waszego tekstu w muzycznej formie podczas Pyrkonu i / lub zyskać prawo do zamówienia prywatnego koncertu.

Powodzenia. : )

30 sty 2011

Niedzielna polecanka #22; Podsumowanie stycznia


Niedzielna polecanka #22

Gu-qin to jeden z najciekawszych instrumentów, jakie znam. Jak wszystko, co chińskie, jest wypchany symboliką w każdym calu, ma niezwykle ważną rolę w kształtowaniu się muzyki swojego kręgu kulturowego, a jednak grają na nim nieliczni. Rzadkie nagrania są często o słabej jakości zapisu (jak chociażby świetny utwór Shenren Changa), nie jest to więc też najbardziej znany instrument. Chociaż trochę pomógł mu Hero (utwór "In the chess court" jest elementem soundtracku, polecam całość), do porównania od 1:15:

Jako jednak, że utwory na Wikipedii nie są fenomenalne (co nie znaczy, że nie da się ich wykorzystać), można pobawić się jeszcze tym (podobno niektóre z nich to koto, ale coś różnicy nie słychać):









Kiedyś sprezentowałem postaciom w L5K ozdobny gu-qin. Założenie mechaniczne: jeżeli gra na nim ktoś o rozwiniętej Muzyce, po każdy wydaniu punktu pustki gracze wykonują test pustki o ST 20. Jeżeli im się uda, nie tracą punktu.

Gracze nie użyli gu-qinu ani razu. Bo nie chcieli ciągać za sobą grajka. Toteż albo grali na nim poza walką, dla zabawy, albo wcale.

Wskazówka: następnym razem gu-qin będzie grał sam z siebie. I będzie świetne źródło muzyki umotywowanej.

Ilustracja pochodzi z Wikipedii. Wspaniała jest korona tego drzewa.

Podsumowanie stycznia

Miesiąc największych porażek: pominięcie jednego wpisu niedzielnego (Khakon), dwie obsuwy środowe (grałem na kongach). Niby nic, jednak plama na honorze pozostaje.

W dodatku pomyliły mi się już numery polecanek. Eh.

Jako, że Abbadon nie daje znaku życia, wykreśliłem go z ramek aktualizacji. Jest jednak szansa, że już w poniedziałek zobaczycie wpis nowej autorki. Zapraszam do zwiedzania, gdyż takiej muzyki jeszcze u nas nie było. Rozmowy o współpracę toczą się jeszcze z dwoma osobami, mam nadzieję też na przynajmniej jeden tekst gościnny.

Oczywiście zachęcam wszystkich zainteresowanych do współpracy.

Blog się nieco rozwinął. Zainstalowałem u góry strony działy z informacjami, które powinny sporo ułatwić. A że dużo osób trafia na blog przypadkiem, szukając konkretnych zespołów, dział „Czym są gry fabularne?” uznałem za konieczny. Dział „Język naszych notek” precyzuje pojęcia, które dawno temu definiowałem, jednak dla niektórych mogą być już niejasne (warto zwrócić uwagę, że zmieniłem kilka terminów).

Khaki to mistrz świata i każdy o tym wie, niemniej szczególnie ważne jest, że rozpoczął nową inicjatywę okołomuzyczną. Stworzył stronkę, która pomaga za darmo poszukiwać muzyki na sesję, odtwarzać ją gdziekolwiek i ściągać w razie potrzeby. Fajnie, nie? Prawdopodobnie będę przy tym kręcił trochę więcej.

Niby codziennie są dziesiątki wejść na stronę, a jednak w ankiecie tegomiesięcznej uczestniczyło tylko sześć osób:
Czy kategoria "Muzyka drużyny" w recenzjach jest według Ciebie przydatna?
Tak 4 (66%)
Nie 2 (33%)

Tym sześciu osobom dziękuję, a na potrzeby czwórki kategoria „Muzyka drużyny” będzie się pojawiać w reckach. Na stronie jest już kolejna ankieta – na temat ilości utworów przy aktualizacji. Zachęcam (może nieudolnie, ale zachęcam) do ankietowania.

Wiadomość: jeżeli napisałeś kiedyś notkę na temat muzyki, inspiracji muzycznych lub prowadzisz jakikolwiek projekt związany z muzyką w RPG – podeślij mi link, to wrzucę go do linków na blogu.

Notki styczniowe:

Miesiąc z mojej strony miał mocno zarysowany temat, obracający się wokół japońskiego folku. Myślę, że wszyscy fani Bushido, Blood & Honor i L5K znajdą w nim coś dla siebie.

Recenzje:
Japanese Melodies for Flute and Harp http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/styczen-miesiac-japonskiego-pitolenia.html
Gagaku http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/kunaicho-gakubu-japanese-traditional.html
Dwa albumy na flety i cytry http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/flet-i-cytra-ciag-dalszy.html

Polecanki:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/polecanka-18-podsumowanie-grudnia.html
El-Hadra http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/niedzielna-polecanka-19.html
Wyznania Gejszy: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/niedzielna-polecanka-20.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/niedzielna-polecanka-22-gu-qin-to-jeden.html

Zarys twórczości:
Osiem japońskich albumów http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/japonskie-pitolenie-ostatnie-natarcie.html

Cravena:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/bye-bye-pete.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2011/01/i-want-you-so-bad.html

23 sty 2011

Niedzielna polecanka #21


(Przede wszystkim: tę genialną ilustrację, a raczej - przeciętną ilustrację o genialnych kolorach, znalazłem tutaj: link.)

Nie powiem, żeby film Wspomnienia Gejszy był dla mnie wybitnym źródłem inspiracji. Amerykańska produkcja z Chinkami grającymi gejsze to ciekawy pomysł, ale nie znam gracza, którego interesowałoby dążenie dziewczynek do zostania ludzkimi dziełami sztuki.

John Williams przy tym nie krępował się, mieszając muzykę orientalną z typowo amerykańskimi dźwiękami orkiestry i smyczków. Muzyka ta, zazwyczaj melancholijna, oscyluje więc między „tradycją” (niektóre utwory wręcz nawiązują do „klasyków” amery-orientu, w tym do soundtracku z Ostatniego Cesarza - chyba nie oczekiwaliście inspiracji czymś japońskim?) a amerykańskim pitoleniem filmowym (tak, tym, które zawiera 90% filmó Epickich).

Poniższe przykłady są moim zdaniem najbardziej reprezentatywne, wszystkie też bazują na konkretnym „main themie”.

Mój plan: wykorzystać charakterystyczną melodię główną i przy pomocy reszty soundtracku móc bawić się jej różnymi aspektami. Doczepić do ważnego NPCa (Kobiety? Gejszy? Czemu nie) i zmieniać zgodnie z przebiegiem sesji.

Przykłady:

1. Przedstawienie postaci otoczonej mgłą, wkroczenie na scenę

2. Melancholia, dramatyczna opowieść, przygotowanie do questgivingu

3. Postać porwana lub w niebezpieczeństwie, gracze odnajdują zaginionego NPCa (wpierw opis, napięcie, czy żyje, czy nie spóźniliście się?: wreszcie ulga, odnalezienie, melodia główna)

4. Scena bardziej dynamiczna, zawierająca element akcji


Co w gruncie rzeczy daje pomysł na sesję. Kliszę, owszem. Ale ubierając w ładny kostium i wybór moralny wychodzi całkiem strawne ruszenie na pomoc porwanej gejszy, która prosiła drużynę o ochronę przed samurajem, dawnym kochankiem.

Swoją drogą: poszukuję chętnych do współtworzenia bloga. Terminy i forma dowolne, duża swoboda i zero presji.

21 sty 2011

I want you so bad...


Dziś jeden prosty utworek, ale kiedy wpadłem na jego zastosowanie, sprawił mi wiele frajdy. Wycelowany jest w sesję z zombiakami, ale pod mózgożernych można wstawić jakieś inne powolne i bezmyślnie łażące za graczami stworzenia.


Joe Anderson – I Want You / Clint Mansell - Doom


Mijasz krawędź budynku i wchodzisz do ciasnego zaułka. Jest tu jeden z tych wielkich zbiorników na śmieci, z kanalizacji wydobywa się para. Twoją uwagę zwraca jednak ruch w głębi uliczki (0:13). Szary, gnijący już miejscami człowiek zaczyna powoli człapać w twoim kierunku. Jęczy i wystawia przed siebie ręce. Widzisz krew ściekającą z jego ust. Odruchowo zaczynasz się wycofywać do znanej ci ulicy wpatrzony w ten horror. (0:36)

Twoich uszu dobiegają nieludzkie odgłosy z tyłu. Odwracasz się i widzisz, że z drugiego zaułka powoli wyłania się cała masa maszerujących zgniłych trupów. Białe gałki oczne, sino-zielone twarze, gdzieniegdzie wystające kości. Wszyscy poruszają się tym nieubłaganym, potwornie konsekwentnym marszem... (1:06)

[Czas na ucieczkę]


"Doom" na końcu, domontowany całkowicie naprędce. Pewnie milion rzeczy pasowałby lepiej, ale you get the idea. To wstęp do walki lub ucieczki, więc trzeba czegoś z wykopem, a zapewniam Was, że dalszy ciąg "I want you" (która to wersja nota bene pochodzi z musicalu Across the Universe – dzięki Tarkis) nijak tu nie pasował. Zanim powiem gdzie możecie pocałować misia, mogę powiedzieć jeszcze, że nie lubię Beatelsów. Elvis FTW!



PS. Obrazek do notki łatwo było znaleźć, trudniej było wybrać...

16 sty 2011

Niedzielna polecanka #20

Dzisiejsze dwa utwory są, jak dla mnie, jednym utworem który naprawdę niczym się nie różni, dla czystych rąk jednak informuję: tak, album „El-Hadra” Klausa Wiese'a, na którym zawarte są The Mystik Dance I i The Mystik Dance II ma dwa utwory.

Tytuł albumu zresztą podobno oznacza to samo, co tytuły piosenek. I niektóre sklepy w sieci oferują go jako jeden utwór o ponad pięćdziesięciu minutach.

Utw(o)ór(y) są kwintesencją muzyki tła. Nie znaczy to, że zawsze byśmy je wykorzystali lub że zapewnią Genialny Klimat ™. Jest to samozwańcza muzyka relaksacyjna, medytacyjna, czyli w gruncie rzeczy nudna – składa się z elektronicznego szumu, czegoś na kształt instrumentów perkusyjnych i ciekawych zabaw cymbałami. Jest monotonna (co więcej – ona się przez kilka minut rozkręca), przez to – stabilna.

Powiem tak. Na pewno wykorzystam te kawałki, jak poślę graczy do jakiegoś klasztoru shintao. Na pewno da się je ciekawie wykorzystać. I na pewno kiedyś, będąc na sesji improwizowanej przy komputerze z siecią, odpalę go sobie na Wrzucie.

Ale nie ukrywajmy: gracze raczej przez pięćdziesiąt minut nie wytrzymają.


9 sty 2011

Polecanka #18; Podsumowanie grudnia; Podsumowanie roku

Polecanka #18

Dzisiaj będzie dużo o niczym. Jest to świetna okazja, by wrzucić naprawdę straszny utwór.

Utwór faktycznie przerażający.

Mówię serio.

Sesja, podczas której się pojawi, nie będzie już taka sama.

Jesteście gotowi?



Mocne, nie?




A teraz na poważnie.

W ramach soundtracku do gry Two Worlds II można znaleźć dwa utwory, które świetnie uzupełnią już znany Wam album Jade Empire. Dwa dobre motywy tła, świetne do opisu, delikatne, ale nienudne, faktycznie wypełniające pewną lukę w już i tak bardzo przydatnym zbiorze. Przyznam, że nie są to utwory wybitne, ale jako japońskie (a raczej chińskie) pitolenie nada się w sam raz
.




Jeszcze przed przejściem do podsumowań, pozwolę sobie podsunąć link do bloga Venticco, który rozpoczął nowy cykl zajmujący się mniej więcej tym, co robi Craven - podrzuca fajne kawałki, gdyż, jak sam mówi, "chciałbym się skupić na (...) odnalezieniu muzyki do rozgrywki w sposób, który pozwoli Mistrzowi jeszcze lepiej i dosadniej budować nastrój na sesji". Powodzenia i obyśmy mogli jak najwięcej takich projektów zobaczyć w najbliższym roku.

Podsumowanie grudnia

Miesiąc o tyle dla mnie tragiczny, że utraciłem sporo muzycznych plików i katalogów w ramach spalonego dysku głównego. Spowodowało to zresztą opóźnienia w publikacjach.

Niezbyt radosny dla mnie jest też fakt, że nowy autor bloga od kilku tygodni nie publikuje obiecanych notek poniedziałkowych, nie uprzedził mnie jednak i nie poinformował, czym to jest spowodowane. Nie pojawia się zresztą też w innych miejscach w sieci, choć przez pewien czas był bardzo aktywny. Może stracił dostęp do sieci? Kto wie, może jeszcze do nas powróci.

Notki grudniowe:

Recenzje:
A Quick Fix of Melancholy http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/garsc-melancholii.html
Amelia Soundtrack http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/radosc-pacz-i-francja-czyli-soundtrack.html
Neverhood Soundtrack http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/neverhood-soundtrack-zyczenia.html
The Old Boy Soundtrack: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/ost-z-amelii-mrok-ost-z-oldboya.html

Polecanki:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/niedzielna-polecanka-17-podsumowanie.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/niedzielna-polecanka-17.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/niedzielna-polecanka-18.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/niedzielna-polecanka-19.html

Zarys twórczości:
Loreena McKennitt http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/loreena-mckennitt.html

Cravena:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/mrok-i-pesymizm.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/swiatecznie-i-okazjonalnie.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/bring-sally-up.html

Abbadona:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/12/veni-vidi-vici.html

Podsumowanie Graj Muzyką 2010

Graj Muzyką ma za sobą ponad pół roku. Podsumowania są nudne, stąd postaram się pisać treściwie.

Start nastąpił 4 VII 2010 r., notkę wrzucam 9 I 2011 r. W tym czasie na blogu zostało zarejestrowanych 1409 indywidualnych wejść, w tym przypuszczam, że przynajmniej 1/10 to wejścia autorów piszących notki, odpowiadających na komentarze i tak dalej. Nie chcę zgadywać, ile z wejść to boty i osoby, niemniej załóżmy, że strona została otwarta koło 1000 razy. Z tego tysiąca zapewne spora część weszła całkowicie przez przypadek. Jeżeli chodzi o wejścia "nieidywidualne", to w samej Polsce jest tego 4400 i jeszcze z 200 by się zebrało (w tym 2 z Iranu, cholera wie czemu).

W jaki sposób? Przede wszystkim przez linki z serwisu BlogiRPG, sporo poprzez moje i Cravena linki z Poltergeist, dużo przez blog Maestra, świetnego prowadzącego i bardzo przyjaznego w obyczu gracza, którego Khaki określił, niebezpodstawnie, "mistrzem dark fantasy", a także Gry Fabularne.

Najwięcej wejść z przeglądarki przyszło z haseł "graj muzyką craven" (i co? Niezłego partnera sobie wybrałem, nie?), później kolejno: loreena mckennitt, neverhood, graj muzyką, graj muzyka. Szczególnie dziwne zapytania?
blues jest malencholijna sztuka uzalania sie nad soba
ciężkim wojskowym buciorem
roken drol na gitarę po polsku
przykładu rasizmu w filmie the great debators
zagraj w pańta

"Roken drol". Bardzo ładnie.

Dużo wejść dały nam notki na temat bluesa i folku irlandzkiego. Google są dla tych haseł bardzo łaskawe.

Ilość notek przekroczyła 60, z czego koło czterech zostało wrzuconych z opóźnieniem lub pominiętych. Prawdopodobnie po wyrzuceniu linków do Wrzuty i YouTube'a, pozostało by koło 120 stron tekstu spisanych przez Cravena, Abbadona, Czarnego (jeden artykuł, ale i tak jestem wdzięczny) oraz mnie. Wychodzi z tego już wcale sensownych rozmiarów powieść.

Pisanie bloga to ogromna męczarnia, ale też wielkie ćwiczenie charakteru. Przynajmniej dla mnie. Mam nadzieję, że nie dla Was. Myślę, że na prowadzenie bloga poświęcam od 3 do 5 godzin tygodniowo. Co wynika z faktu, że przestałem redagować własne teksty. Inaczej byłoby jeszcze więcej.

Blog pod namową Wiernych Fanów (czyt. Wekta) zmienił nieco wygląd. Starałem się dostosować rodzaj tekstów do woli czytelników, sugerując się ankietami, w których brali udział. Listopad był miesiącem poświęconym folkowi; grudzień – grotesce, styczeń zaś poświęcam japońskiemu pitoleniu.

Dotychczas tylko dwie osoby zgłosiły się do mnie bezpośrednio w sprawie prośby o pomoc muzyczną. Mam nadzieję, że Cravenowi poszło lepiej. ; ) Jakby na to nie spojrzeć, jesteśmy tu dla Was, my z tego nie mamy ani kasy, ani fejmu. Zresztą ja, jako osoba o tragicznym PR, nawet o niego się nie staram, a Craven nie musi, bo już ma. ; )

Ale serio. Dzięki, że czytacie, dzięki, że się udzielacie. Pamiętajcie – przyjmę prawie wszystkie teksty gościnne, chętnie przywitam też nowych autorów bloga. Kto wie – może wyjdzie nam z tego największy gadżeciarski blog RPG w polskiej sieci.

W planach – Khaki ma zajebisty projekt muzyczny na oku. Mam nadzieję, że już niedługo podzielę się z Wami jego szczegółami (jak sam wezmę tyłek do roboty).

Jeżeli macie jakieś pytania – chętnie odpowiem. Od siebie więcej napiszę, jak już się wypalę z pomysłów – lub, kto wiem, może za rok.

7 sty 2011

Bye Bye Pete

Jak wszyscy wiecie zmarł wybitny Pete Postlethwaite. Świetny aktor dalszoplanowy, którego nazwiska większość was nie znała do wtorku, choć rozpoznawaliście go na pierwszy rzut oka. Nie będę się zachwycał jego aktorstwem opowiadał, że jako jedyny na planie Romea i Julii zasuwał pentagramem jamnicznym, możecie o tym poczytać dookoła. Zamiast tego kilka polecanek z „jego” filmów.



Stephen Parsons & Francis Haines – Split Second Theme


Uwielbiam ten ociekający klimatem kawałek. Może to mieć związek z moją wielką miłością dla „W mgnieniu oka”. Świetnie wpasowuje się do opisu przyszłościowej metropolii, przykrytej smogiem, ale rozświetlonej neonami, wysokich wieżowców i helikopterów latających między nimi, rzucających snopy światła na ulice.



Hans Zimmer – Mombasa


Jeszcze nie miałem okazji wykorzystać tego kawałka na sesji, ale jestem przekonany, że spisze się wyśmienicie. Świetnie trzyma tempo, do tego ma te świetnie wpisujące się w klimat Incepcji „przeciągnięcia” („jęknięcia” czy jak to cholerstwo nazwać), pojawiające się m.in po 2:40.



Elliot Goldenthal – Agnus Dei


Pierwotnie miałem napisać całą notkę o muzyce z Aliena 3, ale boję się, że tekst byłby nieprzydatny, bo to OST świetny, ale zwyczajnie trudny w obsłudze. Dlatego podsuwam tylko jeden kawałek. Precyzyjniej – jego wycięty fragment, który w Ultima Thule posłużył mi do opisu bestii, na którą natrafiła wyprawa. W scenie tej grupa naukowców (w tym gracze) biegną do jednego z pomieszczeń, wiedzeni wołaniem o pomoc, pierwsi zatrzymują się w drzwiach, zszokowani widokiem, z tyłu kolejni wpadają na nich, w atmosferze paniki większość widzi jak monstrum kończy pożerać jednego nieszczęśnika i spokojnie, nie zważając na zamarłych w bezruchu ludzi wychodzi przez szerokie wrota po drugiej stronie.

31 gru 2010

Świątecznie i okazjonalnie


Święta, rocznice, festiwale i różne obchody to świetna metoda by nadać życia przedstawionemu światu. Czasem w kampanii można ulec wrażeniu, że zmienia się jedynie okolica, a świat jest jakby zamrożony i czeka jedynie w skupieniu na działania graczy. Wprowadzenie balangi nie związanej z graczami może nadać kolorów settingowi. To nie musi być rocznica koronacji króla, dzień niepodległości czy festiwal noworoczny. To może być ślub lokalnej sławy, lub czyjkolwiek jeśli gramy w małowioskowe fantasy.


Johann Pachelbel - Canon In D

Jest jeszcze jedna funkcja. Fajne okoliczności, tak samo jak fajne otoczenie tworzą doskonałe warunki do odgrzewania starych kotletów. Przygoda z włamaniem do sejfu dyrektora jakiejś firmy? OK potwórzmy ją. Ale tym razem zamiast dokumentów będzie chodzić o słynny diament, zamiast zwykłego biurowca wstawimy Empire State Building, zamiast obchodzenia stróża nocnego, serwujemy ceremonię oddania budynku. Orkiestra gra klasykę, suknie wieczorowe, towarzysząca imprezie wystawa drogocennych kamieni...


Por una Cabeza - Carlos Gardel

Znów trzeba przemknąć, pogadać, zbajerować a pod koniec kliknąć na quest item, ale jest tak jakoś inaczej. Jest klimacik, dodatkowe atrakcje. Ponadto mamy tu ciekawy zabieg muzyczny. Zamiast muzyki do „się skradania” leci klasyka, możemy nie opisywać, że piętro niżej (tudzież na drugim końcu korytarza) ludzie wciąż się bawią, muzyka sama przypomina graczom o tym w jakich okolicznościach rozgrywa się ich akcja.


When The Saints Go Marching In - Louis Armstrong

Warto mieć odpowiedni kawałek na moment, gdy zegar wybije północ. Życzymy wielu (ale nie zbyt wielu) muzycznych (ale nie zbyt muzycznych), ale przede wszystkim udanych sesji w przyszłym roku!

26 gru 2010

Niedzielna polecanka #17

To trochę smutne, że swoje święta kończę wrzucając notkę na bloga. Spróbuję jednak jeszcze przez chwilę nie myśleć o tym czasie jako o Saturnaliach, lecz w kontekście chrześcijańskim. Stąd też muzyczno-chrześcijański podarunek.

Wpierw – Lisa Gerrard.

Być może kojarzycie takie piękne słówko jak "maranatha", co ponoć znaczyć może – zależnie od tego, gdzie umieścimy odstęp, którego oczywiście rękopisy starożytne nie posiadają – "Pan przyjdzie", "Pan przyszedł", "Pan przychodzi" i "niech Pan przyjdzie".

Nic nie wiem na temat podejścia Lisy do religii, jednak w duecie z Patrickiem Cassidym (tak, wiem: "who the hell is Patrick Cassidy?") przydarzył im się utwór z typowym dla Lisy tekstem w postaci zawodzenia. Wynik ich współpracy jest oszałamiający:

Przykładowe sceny: trans, medytacja, modlitwa, śmierć, oniria, nadejście anioła.

A skoro już jesteśmy w temacie powtórnego przyjścia. Nie lubię kolęd, nie lubię muzyki świątecznej. Do nielicznych wyjątków należy album Enya'i "And Winter Came". Tam również pada prośba o przybycie Pana:

(Zwłaszcza od 0:45 do 0:50. Tak, ja właśnie dla kilku sekund potrafię słuchać jakiegoś utworu.)

Jeżeli z niezrozumiałego dla mnie powodu postanowicie urządzić w ramach sesji takie dni jak Wigilia Bożego Narodzenia, ten krążek może okazać się wcale niezłą alternatywą dla Cichej Nocy.




Swoją drogą, na początku tygodnia miałem sen, jakoby Trzecia Wojna nastała właśnie dwudziestego czwartego grudnia. Czyż to nie interesujący, dramatyczny i przygnębiający motyw? W sam raz do wykorzystania u zenitu wojennej kampanii.


----

W przyszłym tygodniu w niedzielę zapewne będę na Khakonie. Spodziewajcie się, że na notkę mogę nie mieć czasu.

19 gru 2010

Niedzielna polecanka #19

(Awaria dysku twardego.
Aktualizacja robiona z tego, co akurat znalazłem na zapasowym sprzęcie.)

Dziwaczna nazwa zespołu, trudny do określenia styl. Większość ich twórczości uważam za nużącą i niewartą uwagi, niemniej to, co załączam, stanowi niemal dwadzieścia minut muzyki tła.

Atmosfera melancholijna, minimalizm połączony z grozą. Po jednym przesłuchaniu ma się właściwie cały obraz ich potencjału, toteż bez szczególnego wysiłku wiemy, czy warto to zachować, czy też odrzucić w pieruny.

I na 100% puściłbym te kawałki przy kiczowatej, sztampowej sesji z mhrocznymi wąpierzami.



17 gru 2010

Bring Sally Up!

Fajną rzeczą w rzadkim prowadzeniu jest nie tylko długi czas na przygotowanie sesji. To również możliwość powtarzania tego samego myku w otwierającej scenie, bez ryzyka nudy. Zamiast tego nadaje on uczucie ciągłości kampanii. W tej notce kontynuuję namawianie Umbry do muzyki z wokalami. Do tego delikatnie pojawia się tu kwestia, do której chciałbym wracać jak najczęściej – czyli muzyka, która nie tylko towarzyszy opisowi MG, ale i gracze mogą z niej „skorzystać”.


Moby – Flower


Zupełne ciemności przerywa rozbłysk świetlówki, miga kilkukrotnie i wreszcie zaczyna świecić ciągłym światłem. Niemal natychmiast dołączają kolejne – jest ich aż kilka rzędów pod sufitem, zalewają jasnością wielki hangar. Znajdujemy się przy metalowej podłodze. W kadrze pojawia się sękata, noga o wielu stawach w błotnych barwach, dołącza do niej kolejna, jedna za drugą, razem z nimi pojawia się opancerzony korpus, do którego przylegają przezroczyste skrzydła, ruchliwe czułki badają podłoże. Nagle ciężki wojskowy bucior rozdeptuje robaczka z słyszalnym mlaśnięciem, kamera rusza do góry... [zwrot do jednego z graczy] Opisz swoją postać...


To nie zawsze hangar, nie zawsze zaczyna się od rozdeptanego robala. Ale niemal zawsze zaczyna się od „Flower”. Czasem jest jakieś intro, zanim pojawi się drużyna. Potem ruszam z Moby'm i wskazuję kolejnych graczy by opisali swoich bohaterów.


Elbow – Grounds For Divorce


To może być przelot przez statek, którym gracze bujają się pomiędzy planetami, ich garaż, który naturalnie stał się ich bazą wypadową gdzie spotykają się regularnie. Wreszcie taki kawałek w ogóle może być nie związany z jakimś miejscem. To po prostu „main theme” drużyny. Zagra kiedy trafią na miejsce zbrodni, które jest punktem wyjścia dla przygody, oraz gdy mogą się zaprezentować schodząc po trapie na powierzchnię planety, gdzie rozegra się kolejna historyjka. Kiedyś wstrzymałem ten opis aż do połowy sesji, kiedy to chłopaki dostali się do militarnej części bazy – korytarz w którym lampka przy drzwiach zmienia barwę z czerwonej na zieloną, rozsuwa się ciężka gródź i triumfalnym krokiem wkraczają do środka.



Vanessa Mae – Contradanza


A to trochę inna para kaloszy. Utwór ten wykorzystałem tylko raz, ale w dość podobnym stylu. Początek rozgrywającej się na biegunie południowym przygody Ultima Thule. Opis rozpoczyna rozległa biel czapy lodowej, którą zakłóca jedna czarna nitka. Gdy się zbliżamy, nabiera ona kształtów i okazuje się grupką polarników maszerujących jeden za drugim. Teraz wyglądają jednakowo, ale niecałe dwa tygodnie temu... I w tym miejscu każdy z graczy może opisać swoją postać w krótkim flashbacku, zanim znalazł się na lodowej pustyni – jeden na ściance wspinaczkowej, inny w laboratorium, kolejny kończący swoją służbę na lotniskowcu...

12 gru 2010

Niedzielna polecanka #18

Zespół, który szczególnie chciałbym poznać, lecz ostatnio brakuje mi na to czasu, jest raczej rzadko odsłuchiwany. Jak podaje LastFM, Skalpel bardziej popularny był za granicą, niż w Polsce, co przy fakcie, że nad Wisłą jazz nie cieszy się popularnością (sam go nie rozumiem) nie zaskakuje.

Sam sobie wyznaczam zadanie – zapoznać się z większą ilością twórczości wrocławskich muzyków i przeprowadzić z jej pomocą sesję. Powód: tego typu muzyka posiada ogromny potencjał jako muzyka przygody, także jako groteskowe tło. Na dwóch poniższych kawałkach spędziłem kilka godzin przy Diablo 1 (wiem, wiem, to nie cRPG) i zaowocowało to ogromną zmianą nastroju – może nie na lepsze, lecz na pewno na coś nowego, odświeżającego.

Jak myślicie – bylibyście w stanie poprowadzić przy czymś takim Wolsunga albo dungeon crawling?


/

Ja spróbuję.

5 gru 2010

Niedzielna polecanka #17; Podsumowanie listopada


Borejko poinformował na Bagnie, że Zbigniew Szatkowski nagrał płytę – do pobrania za darmo! – mającą podkreślać nastrój zawarty w cyklu „Gamedec” Marcina Przybyłka. Ani cykl, ani nazwiska nic mi nie mówią, stąd na temat adekwatności efektów tej próby do założeń nie jestem w stanie skomentować.

Album ściągnąłem, odsłuchałem z dwa razy i stwierdziłem, że jest to nudne i niewarte uwagi.

Przypadkiem jednak włączyłem ten sam album wczoraj po zmierzchu (nie, nie po Zmierzchu) i uświadomiłem sobie, że jest to nie tylko dobry, dopracowany i spójny zbiór (niespełna półgodzinny), ale też ma potencjał na doskonały dodatek do sesji toczących się w świecie grozy lub klimatach postapo. Jak dla mnie – pod względem jakości stoi pomiędzy soundtrackiem do Robotici i Technology of Silence. Zarówno niezła muzyka, jak i dobry rekwizyt.

Wreszcie można wymienić OST z Falloutów na coś innego, a nawet lepszego. : )

Linków do Wrzuty nie będzie, gdyż notkę przygotowuję na komputerze, na którym nawet zebranie linków do „podsumowania” zajęło mi pół godziny.

Odnośnie podsumowania:
Dziękuję Cravenowi za wrzucenie notki wypełniającej niedzielną lukę, którą pozostawiłem;
jednocześnie mu gratuluję, gdyż, jak się okazuje, w najnowszym zbiorze felietonów RPGowych wydawanych przez Portal, „Graj Trikiem”, tyczący się, a jakże, muzyki na sesji;
zaś powodzenia życzę Abbadonowi, który zgodził się dołączyć do grona szaleńców wrzucających do sieci polecanki muzyczne do zastosowania podczas sesji. Dzięki!

Niech będzie Wiadome, że rozpoczęliśmy tzw. Koncert Życzeń – mogliście już zorientować się, że czekamy na wasze prośby i propozycje odnośnie tematów/albumów, o których chcielibyście poczytać. Czekamy!

Jeżeli zaś chcielibyście podesłać jakiś tekst gościnnie lub jeszcze dołączyć do grona autorów (mamy wolne wtorki, czwartki, soboty i co drugi piątek ; )), serdecznie zapraszam.

W minionym miesiącu, z mojej strony wyraźnie skupionym na folku, ukazały się:

Zarysy twórczości:
Tenhi: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/ludowo-ale-nie-ludycznie.html
Garmarna: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/minizarys-garmarna.html
Clannad: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/panta-rhei-czyli-clannad.html

Teoria:
O folku ogólnie: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/folk.html
O irlandzkim, stereotypowym folku: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/irlandzki-folk-czyli-najpopularniejszy.html

Recenzje:
Akira soundtrack: http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/tetsuoooooo-kanedaaaaaa-czyli-wiatr-nad.html

Polecanki:
Cravena:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/gospelowa-klamra.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/porabana-neuroshima.html
Abbadona:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/quo-vadis-fantasto.html
Moje:
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/niedzielna-polecanka-15.html
http://rpgmuzyka.blogspot.com/2010/11/niedzielna-polecanka-16.html

3 gru 2010

Mrok i pesymizm


Miał być koncert życzeń (GSy + wikingowie) ale się nie wyrobiłem. Będzie za tydzień, a dziś notka z szuflady:

Trzy kawałki, zupełnie różne, ale wszystkie ociekają ciężkim klimatem. Do wyboru do koloru.


Jam & Spoon - Castaneda Future Illuminations


Szczur grasujący na opuszczonym, rozpadającym się blokowisku, zbliżający się do kubłów w których bezdomni palą śmieci. Powolny przelot nad dżunglą w której znajduje się antyczne miasto z zigguratem, w którym ktoś szykuje się do straszliwego rytuału. Flota dziwacznych statków nieznanej cywilizacji, sunących na tle kolorowej mgławicy... Powoli, groźnie i posępnie.



Michael Andrews – Manipulated Living


Opuszczone zasieki, pole minowe, wraki czołgów i transporterów i samochód, który nocą przemierza ten wyludniony krajobraz. Lub coś zupełnie innego, istotne jest, że przy tym kawałku mamy wyraźniejszy rytm, który moim zdaniem narzuca zdecydowanie jakąś dynamikę poza samym opisem. To może być również opis alchemika, czy szaleńca pokroju dr Frankensteina, który wśród kamiennych ścian i pordzewiałej aparatury dokonuje jakiegoś potwornego eksperymentu.



Dead Space – Twinkle, Twinkle


Nie wiem co tu zasugerować. Ten kawałek zamiata tak bardzo, że niemal gwarantuje ciary. Ale poszarpany wrak stacji kosmicznej albo jakiegoś krążownika, milcząco zawieszony w pustce kosmosu powinien nieźle się komponować.


28 lis 2010

Niedzielna polecanka #16

Uświadomiłem sobie, że po dwóch notkach na temat irlandzkiego folku (i późniejszej odpowiedzi Ezechiela) trudno mi wymyślić coś nowego, zwłaszcza odnośnie zespołu tak mało oryginalnego jak Beltaine.

(Tu mogą spaść na mnie gromy – słyszałem i czytałem, że niezwykłość tego zespołu tkwi, tutaj cytat:
"BELTAINE to jeden z najciekawszych zespołów polskiej sceny folkowej. Swoje niepowtarzalne brzmienie BELTAINE osiągnął dzięki szczególnej umiejętności łączenia tradycyjnej muzyki celtyckiej z muzyką współczesną".
No wow po prostu, prawdziwe pionierstwo. Zwłaszcza czytelnicy tego bloga nigdy się z tym nie spotkali.)

Ta polska grupa mówiąca prosto w profil, że zagraniczny folk jest ciekawszy (z czym bym się zresztą zgodził) wydała dotychczas trzy albumy, z czego pierwszy jest "bardziej tradycyjny", drugi "bardziej elektroniczny" a trzeci "bardziej do dupy", z czego sumując co lepsze kawałki z albumów pierwszego i drugiego otrzymujemy koło godziny wcale niezłej muzyki.

Album trzeci skomentujmy tragicznością tego teledysku do utworu, który na żywo brzmi trzykrotnie lepiej:


Reszta jest mruczeniem.

Niestety, tego, co pozostało, nie wykorzystamy jej do scen walki czy akcji, właściwie trudno ją wykorzystać do czegokolwiek, jak tylko scen sielankowych, a przy tym bardzo dynamicznych, lub melancholijnych, a i to z założeniem tkwiącej gdzieś w cieniu nadziei i radości. Tak. Ewentualnym urozmaiceniem może być wsadzenie niektórych utworów do dosyć radosnych scen akcji, jak bieg przez miasto w ucieczce przed rozzłoszczonym karczmarzem.

Innymi słowy – osoby zachęcone do wykorzystania Clannadu do stworzenia składanki "sielanka fantasy", tu znajdą urozmaicenie w postaci utworów bardziej dynamicznych, obdarzonych większą ilością instrumentów i – często – męskim wokalem. Co też ciekawe, czasem da się natknąć na brzmienia brzmiące wręcz persko-indyjsko, ale nas, osoby znające "Druidów" Petera B. Ellisa, to nie dziwi.







Dance Around – wersja skrócona, lepsza:

Dance Around – wersja pełna:

Smętna ballada #1:

Smętna ballada #2:

Next damn smęt:

22 lis 2010

Porąbana Neuroshima

Aureus nie wrzucił notki przy niedzieli, dlatego w zastępstwie, żebyście nie tracili wiary w regularne aktualizacje bloga wrzucam swoją polecankę. Kusi mnie wklejenie samego kawałka i pozostawienie go Waszej wyobraźni, ale chyba tak nie wypada. Byłoby, że „wybrakowana notka”...


Martin Martini and Bone Palace Orchestra – Party 'Till The Petrol Runs Out


Jak dla mnie to wymarzony kawałek na jakąś scenę czystego, postapokaliptycznego, nuklearnego absurdu. Bez dosłownego czerpania z piosenki, pasuje mi tu pochód ludzi przez jedną z amerykańskich międzystanówek – banda objuczonych obdartusów, a na ich czele popapraniec, wyglądający na jakiegoś kapłana czy kaznodzieję – typ w jakiś łachmanach z kosturem i głową na której tylko gdzieniegdzie rosną kępki włosów. Pielgrzymka Radyja z piekła. Ale to tylko moja pierwsza myśl. Myślę, że doskonale może pasować do bandy mutantów imprezujących przy ognisku, osiem kilometrów od zasnuwającej horyzont kłębami dymu ściany Molocha.


A w sumie jak już tak krótka polecanka to chyba najwyższa pora na ogłoszenie koncertu życzeń: zachęcam wszystkich do podrzucania tematów, motywów czy zgłaszania zapotrzebowania na sesyjną muzykę i triki. W miarę możliwości i tego jak mi się spodobają, będę starał się wyszukiwać i polecać kawałki, dla scen, postaci, graczy - czy czegokolwiek co Wam chodzi po głowie.